Temat serwisu
Duchy od dawien dawna były natchnieniem dla każdego producenta filmowego.
Duchy od dawien dawna były natchnieniem dla każdego producenta filmowego.
Krąży wiele legend na temat wielu statków widmo. Podobno każdy, kto je spotka na morzu, niemal na pewno zginie lada dzień, a jeśli dojrzy go kapitan, na dno pójdzie okręt, który jest pod jego dowództwem. I podobna historia dotyczy filmowego "Statku Widmo", z tym że nie jest nim mroczny żaglowiec o nazwie Latający Holender, a luksusowy liniowiec "Antonio Graza". Załoga specjalizująca się w odnajdywaniu zaginionych okrętów i odholowywaniu ich do portu, dostała zadanie zlokalizowania tego liniowca i odholowania go z powrotem. Kiedy załoga przyjmuje zlecenie i trafia na pokład, zaczyna odkrywać na nim dziwne rzeczy, a wśród nich jest powód zaginięcia okrętu. Okazuje się, że padł on ofiarą piratów dwudziestego pierwszego wieku i niemal cała załoga została zamordowana, bez wyjątku. Nawet zgwałcono i powieszono małą dziewczynkę. Załoga odkrywa to jednak za późno, czyli kiedy połowa jej jest już opanowana przez nawiedzające statek demony przeszłości, które domagają się spokoju i godnej wieczności. Całkiem przyzwoicie zrealizowany film o duchach. Nie obyło się oczywiście bez krwi już na samym starcie - całkiem przyzwoita scena, trzeba przyznać, i chyba jednak najlepsza z całego, dość długiego filmu.